smutnosmutno

Szkoda mi dzieci, które powinny uczyć się w spokoju. A tu brak pewności jutra.

Jak wytłumaczyć przedszkolakowi, że nie pójdzie jutro do przedszkola, bo to jest kara dla niego za to, że dorośli nie mogą się dogadać, bo walczą o swoje.

"Zrozumcie nas" - piszą. A kto zrozumie dzieci?

Dlatego nie będzie zajęć z muzyki, z tańca. Nie będzie wycieczek i spotkań, które tak lubi z kolegami i koleżankami.

A dzieci? Są w tym wszystkim kartą przetargową. To one za wszystko zapłacą. Stresem, lękiem i fobią na samą myśl o szkole.

Czy z takim samym samozaparciem dorośli walczyli by o to, by dzieci nie nosiły tak ciężkich plecaków do szkoły? 

Teraz oprócz plecaka dziecko taska za sobą duża torbę na kółkach. No, bo gdzieś trzeba zmieścić tę niezbędną wiedzę.

Czy z takim samym samozaparciem dorośli walczyli by o to, by dzieci miały więcej godzin artystycznych w szkole? Bo teraz jest tylko jedna godzina plasyki. A pracownie plastyczne? Dlaczego w większości szkół ich nie ma?

 A system zindywidualizowanych zajęć dla zdolnych dzieci? Dlaczego praktycznie nie istnieje? 

Dużo by mówić o tym i pisać. 

Czy rzeczywiście chodzi tu tylko o pieniądze?

Smutno.