adieu

"Wg mnie, to połowę nauczycieli należało by zwolnić" - tak wypowiedziała się dziewczynka w drugiej klasie. Po tym, jak zapytałam ją dlaczego, wyjaśnila mi. I trudno się z nią nie zgodzić. Taka refleksja już w drugiej klasie szkoły podstawowej.

Kolejny rok szkolny się skończył. I zaczęły się wakacje. I dobrze, niech dzieci i młodzież odpoczną.

Ja też mam traumatyczne wspomnienia ze szkoły podstawowej i ze średniej.

Akty niesprawiedliwości pamięta się całe życie. Pamiętam tylko (aż) dwie sprawiedliwe nauczycielki w szkole podstawowej. Jestem im bardzo wdzięczna, że mnie czegoś nauczyły.

Za to żadnego sprawiedliwego nauczyciela  w szkole średniej. Bardzo dużo było aktów przemocy, wyśmiewania, poniżania ucznia i zaniżania jego wartości. Bałam się szkoły i chodzilam do niej niechętnie. Do dziś pewne wspomnienia wracają, jak jakiś horror. Na przykład bicie ucznia. Dawanie łap kijkiem ebonitowym (od flagi), szarpanie za włosy i robienie tzw. "karuzeli", której efektem końcowym to było uderzanie głową o głowę (chodzi o głowy uczniów).

Akty poniżania ucznia i naruszania jego nietykalności cielesnej (szarpanie za uszy, wlaściwie prawie podnoszenie do góry za ucho), to widziałam.

Stąd szkoła jawi mi się jako miejsce nieprzyjazne. Gdzie nie można było mnieć swojego zdania. Gdzie panowała propaganda. Dzisiejsze budynki szkolne przypominają mi te, do których sama uczęszczalam. Jak patrzę na nie, to wspomnienia wracają.

Cieszę się, że nie chodzilam do przedszkola (ani do żłobka). Bo dzięki temu mam (w większości) piękne wspomnienia z tego czasu dzieciństwa.

Sprawiedliwość jest cnotą i jest darem. Nie można powiedzieć: trudno być sprawiedliwym. Bo albo się jest sprawiedliwym , albo nie.

Stąd szkołę podstawową wspominam źle. Do tej pory nie wiem, za co niektórzy moi nauczyciele (już większość nie żyje) pobiera(li)ją emeryturę. Na przyklad pani od chemii w szkole podstawowej. Niczego mnie nie nauczyła. 

Bycie dobrym (sprawiedliwym) nauczycielem to rzadkość w czasach mojej edukacji a unikat obecnie. Nie wiem, po co tylu ludzi chce pracować w szkole. Pewnie dla wakacji.  Nie chcę słyszeć, że mają takie, siakie i owakie studia. I co z tego?

Męczą się z nimi uczniowie. I ci nauczyciele męczą się w tym zawodzie. Bo zawód nauczyciela, to powołanie.

Moim zdaniem, uczeń powinien mieć wybór. Większy nacisk powinien być położony na zindywidualizowane nauczanie. I tyle. Koniec. Kropka.