AlodowiecHipokryzja, to jedno słowo przychodzi człowiekowi do głowy, gdy taka jedna z drugą osobą ubierze się ładnie, uperfumuje, złapie w rękę mikrofon i drze się przez niego:"Pomagamy dzieciom!. Pomagamy! Zbieramy pieniądze! Bo one tego potrzebują!" A tymczasem najpierw powinny zadbać o to, by w ich otoczeniu dzieci miały godne warunki do nauki. By nie siedziały na podwójnych plastikowych krzesłach, żeby miały półki na swoje materiały plastyczne, i żeby miały porządne stoły do pracy. Tym przede wszystkim powinny się zająć, by na ich  "podwórku" dzieci w godnych warunkach uczyły się sztuki. Budzi w człowieku obrzydzenie, kiedy słyszy, jak takie osoby mówią: "Włączamy się do świątecznej akcji pomagania dzieciom". A tymczasem? Na "własnym podwórku" od dziesięcioleci nic dla dzieci nie robią. Potrzebny jest tym dzieciom komputer. Niestety nie dostaną - jest zawirusowany. Usłyszysz człowieku odpowiedź takiej jednej czy drugiej osoby: "Nic mnie nie obchodzi" To, jak to jest? - człowiek się pyta. "Na własnym podwórku są inne dzieci, niż te, którym tak głośno pomagają?" To z tobą człowieku coś jest nie tak. Za dużo wymagasz. Owszem, do słusznej dochodzisz konkluzji: To, co robią te osoby, to są tak zwane działania pozorowane. No, żeby się pochwalić, żeby to wklepać do harmonogramu, żeby było przyjemnie i fajnie. Daj sobie człowieku spokój. Niech tak zostanie.